Posty

Wyświetlam posty z etykietą Raquel

"Banany w rytmie samby - kuchnia brazylijska", Elżbieta Reis. Podróże przez Brazylię - część III. Sao Paulo

Obraz
W swojej opowieści o Brazylii trochę więcej miejsca Pani Elżbieta poświęca Sao Paulo. Jest to stan, "o którym jego mieszkańcy mówią, że jest lokomotywą, która ciągnie za sobą prawie puste wagony innych stanów." Odniosłam podobne wrażenie, moja przyjaciółka Raquel z Campinas, pod Sao Paulo, mówiła, że jest to jedyny stan pracujący (24h na dobę). Sao Paulo nigdy nie śpi. Pauliści (różnicę między paulistano i paulista tłumaczę tu , przy okazji przygotowań do egzaminu językowego CELPE-BRAS), są wiecznie w biegu, wiecznie zapracowani, zawsze w ruchu. Sao Paulo zawsze w biegu. Avenida Paulista Opowieść o tym stanie zaczyna się w zajazdach dla ciężarówek, gdzie, jak pisze autorka, serwuje się wszelkiego rodzaju "sandwicze" oraz "pamonhas", czyli "gomółki z gotowanych, rozgniecionych ziarenek młodej kukurydzy z dodatkiem cukru, mleka i anyżku." Im bliżej jednak metropolii, kuchnia zmienia się już na bardziej międzynarodową, Sao Paulo pełne jest ...

Campinas

Obraz
Lecąc do Sao Paulo, możemy wylądować na jednym z trzech lotnisk. Guarulhos, Congonhas lub Viracopos. Najdalej od miasta położone jest właśnie Viracopos, znajduje się ono bowiem w pobliżu Campinas, które od SP dzieli jakieś 100km. Podejrzewam, że gdyby nie Raquel, nigdy bym do Campinas nie trafiła. Myślę, że nie planowałabym też trafić. Sami mieszkańcy mówią „tu nic nie ma”. Inni Brazylijczycy, gdy mówiłam, że byłam w Campinas, reagowali dość podobnie. „Po co? Tam nic nie ma!” lub wariantowo „Czemu? Tam nic nie ma!”. Pomimo znacznej odległości, Campinas często jest nazywane sypialnią SP. Codziennie rano, tysiące biznesmenów wsiada w onibus o 6 rano, żeby o 8.30 pić kawę w biurze w SP. Codziennie po południu, spędzają kolejne 2h stojąc w korkach, licząc naiwnie, że tym razem uda im się zdążyć na kolację o 19. Panorama Campinas/ fot. Raquel Martins  Campinas jest niewielkie. Ma tylko trochę ponad milion mieszkańców, co w brazylijskiej skali nie stanowi wię...

Zanim...

Obraz
Kto mnie spotkał przed samym wyjazdem, ten wie, jak bardzo spanikowałam. Jak bardzo sama przestraszyłam się tej podróży. Z różnych powodów. Bo będzie niebezpiecznie. Bo będę sama. Bo nie znam kraju, kultury, zasad. Nie wiem nic. Nagle ogarnęło mnie przerażenie i chęć wycofania się z tego irracjonalnego pomysłu. Przyjaciółka poradziła mi wtedy zerknąć do książki, czegoś w rodzaju poradnika dla kobiet podróżujących po Azji „Jadę sobie” Marzeny Filipczak. Książki nie zdążyłam przeczytać całej, ale te kilkanaście stron z poradami praktycznymi dotyczącymi podróżowania połknęłam jednym tchem i   wzięłam sobie do serca. I nagle poczułam się lepiej. Bezpieczniej. Podróż. Tak, ktoś to już kiedyś robił... Nie, nie porywam się na niemożliwe i niezbadane... Jakoś to będzie. Jakoś to będzie…. 27/08/2014 Warszawa Jeżeli coś może pójść źle – to pójdzie. Mój misternie utkany, szczelnie zapełniony plan przygotowywania się do podróży padł. Legł. Razem ze mną. Każda chwila, k...